• Simple Plants

Hummus i falafel [Najadacze]


Hummus we Wrocławiu można zjeść w najróżniejszych wersjach. Jeżeli jest się prawdziwym amatorem kuchni bliskiego wschodu, trudno oprzeć się wrażeniu, że nie ma jednego objawionego przepisu na słynną pastę z ciecierzycy. To dlatego, że potrawa ta znajduje się w tradycyjnym jadłospisie najróżniejszych kultur, poczynając od krajów arabskich (pierwsze doniesienia o znanym dziś hummusie mają pochodzić z Kairu), przez Izrael, aż po Grecję i Cypr. Każda z tych odrębnych kultur znalazła swój sposób na przygotowanie tego prostego dania.


Wchodząc do wrocławskiej restauracji Najadacze, czytając menu i chłonąc atmosferę, od razu można domyślić się, że gotuje się tam zgodnie z bliskowschodnimi, czy też arabskimi inspiracjami. Przyjemnie wsiąknąć w ten klimat, poszukać akcentów, których nie znajdziemy nigdzie indziej i tym sposobem zbudować sobie jakiś wizerunek tamtej kuchni.


Miseczki z hummusem wyglądają niepozornie, kryjąc w rzeczywistości sporą porcję jedzenia. Sama pasta charakteryzuje się wyraźną przewagą smaku tahini, czyli mielonego sezamu. Tym samym całość zyskuje gorzki, ale przyjemny posmak. Dzięki temu z jednej strony danie jest mocne, z pazurem, ale zwyczajnie się nie nudzi. W związku z hummusem urzeka także konsystencja - niezwykle kremowa, tłustawa i bez efektu mączności. Żeby przełamać tę fakturę, zamówiliśmy także falafele - chrupiące i aromatyczne. W Najadaczach kuleczki wyróżniają się od razu kolorem - są zielone w środku. To zasługa dodatku w postaci pietruszki.


Oczywiście taki wypad nie może się równać z prawdziwą podróżą do Turcji czy Jordanii, z żywym dotknięciem wybranej kultury. Żeby w pełni to zrozumieć, jak zawsze, należy przeżyć to samemu. Najadacze nie mają jednak zastępować nam prawdziwych wrażeń. Ich potrawy są jak dobry reportaż, którego autor chce przekazać nam swoje doświadczenia, abyśmy mogli cieszyć się nimi tu i teraz.