• Simple Plants

Proste przyjemności [Krowarzywa]



Bywały kochane, wręcz wszędobylskie. Dziś publicznie trudno o nich powiedzieć coś więcej, niż zaledwie stwierdzić fakt, że to bardzo zmyślny i trafiony wynalazek. Burgery. W większych miastach znajdziemy je tuż za najbliższym rogiem, jednak ich popularność rozlała się także po mniejszych miejscowościach w Polsce. Choć z pewnego odświeżenia lunchowego menu zmieniły się w społecznie uznaną sztampę, my regularnie dajemy im nową szansę.


Weźmy takie Krowarzywa - sieć knajpek, która do stolicy Dolnego Śląska zawitała stosunkowo niedawno (w październiku 2017). To, co tożsame z innymi tego typu miejscami widać od razu - kameralna, skromna przestrzeń, nowoczesny, choć ciepły wystrój i bardzo luźna identyfikacja wizualna. Ale to tylko obwoluta. Przyszliśmy, jak to bywa co pewien czas, zjeść jakiegoś burgera. Do tego pieczone ziemniaczki, o których krążą różne opinie, i domowy napój.


Od razu zdementować warto wszelkie nieścisłości wobec ziemniaków, które wcale nie okazały się przesuszone, za to miały ten przyjemny, prosty smak pozbawiony naddatku przypraw. Sól wystarczyła w zupełności. W jakiś sposób określa to styl, jaki prezentują Krowarzywa. Nie trudno odnieść wrażenie, że właściciele wzięli sobie za cel stworzenie bardzo nieprzekombinowanego smakowo menu, w którym dominować będzie ta istotna nuta świeżości i prostoty.


Poza ziemniakami tyczy się to także burgerów, wypełnionych chrupiącymi warzywami idącymi w parze z kotletem. U nas pojawiły się dwie, proste do rozszyfrowania opcje: syty cieciorex i dużo łagodniejszy jaglanex. Pierwszy z nich trafił do bezglutenowej bułki, którą posmarowano od dołu sosem musztardowym, a od góry wegańskim majonezem. Do kotleta jaglanego dobraliśmy "ostry sos pomidorowy". Ten, zgodnie z zapowiedzią kasjera, okazał się całkowicie wręcz łagodny. Taka nieścisłość. Pomijając ją, był zwyczajnie świetny.


Piliśmy też zieloną lemoniadę z pietruszką. Wybór odbiegający od tego, co pojawia się na naszym stole zazwyczaj, a jednak nie żałowaliśmy. Taka mieszanka sprawiła, że napój miał pewien aromat nie do końca dojrzałego kiwi - był mocno kwasowy, z czymś wytrawnym w aromacie.


Na piątki zwykle przypada czas przeładowania głowy i ciała. Jedni uciekają w jeszcze więcej pracy, inni lubią przysłowiowy netflix&chill, a z trzeciej strony ktoś powie, że jedynym dobrym wyjściem jest wieczorny wypad na miasto. W pewien, nie do końca zrozumiały sposób, my znajdujemy moment wytchnienia, spędzając popołudnie przy dobrym obiedzie w sympatycznym miejscu. To było właśnie jedno z nich.