• Simple Plants

Wege-Praga

Planując wyprawę do stolicy Czech, początkowo nie spodziewaliśmy się, że jest to miasto tak otwarte, jeżeli chodzi o kuchnię roślinną. Spoglądaliśmy na czeskie jedzenie tylko przez pryzmat nieco stereotypowych knedlików, smażonego sera i golonki. Ku naszemu zdziwieniu, w porównaniu np. do Wrocławia, Praga pęka wręcz w szwach od miejsc serwujących wegetariańskie i wegańskie posiłki, a w dodatku nie brakuje w niej sklepów, gdzie możemy zaopatrzyć się w dobrej jakości produkty przyjazne weganom i wegetarianom. To wiedząc, pojechaliśmy za południową granicę nastawieni na dawkę nowych wrażeń.


Początki nie były łatwe. Pierwszego dnia, nieco zmęczeni i głodni po podróży i wstępnym błąkaniu się po mieście, trafiliśmy do wygooglowanej wcześniej miejscówki zwanej Sweet Secrets of Raw. Było to pierwsze z wielu miejsc nastawionych na koncepcję surowego jedzenia, które później mijaliśmy podczas wyjazdu. Wspomniany lokal to właściwie kawiarnia, która specjalizuje się w serwowaniu ciast i deserów niewymagających pieczenia. Nie mogliśmy więc odmówić sobie zamówienia po kawałku. Ciasto czekoladowe było bardzo esencjonalne i kremowe, natomiast jagodowe miało konsystencję gęstej i zwartej pianki, która momentalnie rozpływała się w ustach. Oba miały także świetny, orzechowo-daktylowy (jak sądzimy) spód. Do tego wspaniała matcha latte. Bezsprzecznie był to obiecujący początek.


Tego samego dnia, znacznie już zmęczeni i wygłodniali, wybraliśmy się do znalezionej uprzednio sieci Veganland. Wybór okazał się być małym nieporozumieniem - odkryliśmy bowiem, że, po pierwsze, jest to bardziej sklep niż bistro, a po drugie, po godzinie 16 w sobotę nie można tam liczyć na zbyt wiele. Ostatecznie, po małej kapitulacji, poszliśmy zwiedzić niedaleki park. Dzień drugi miał przynieść więcej przyjemności.


Wczesne niedzielne popołudnie poświęciliśmy na wycieczkę, kierując się na ul. Londýnską. Tam czekał na nas znacznie opustoszały lokal BistRAW & Tea. Tu, podobnie jak dnia poprzedniego, przemawiała przez nas czysta ciekawość. "Czy surowy burger może być smaczny?" - zastanawialiśmy się. Ku naszej radości, odpowiedź była twierdząca. Miły pan kasjer/kucharz przyrządził nam wyśmienite burgerki buraczane, zbudowane całkiem inaczej, niż ich klasyczny odpowiednik - w roli bułki występowało coś, co właściwie było bliższe samemu kotletowi. Wewnątrz znajdowała się sałata, pomidor oraz chrupiąca kalarepa. Istny odlot! Na tym jednak mogliśmy skończyć, bo następnie skusiliśmy się na groszkowy hummus - zdecydowanie zbyt ostry (w ten czosnkowy sposób) i za gorzki.





Ostatniego dnia, przed wyjazdem, postawiliśmy dla odmiany na coś bardziej nam znanego. W centrum, całkiem przypadkiem, udało nam się odkryć bistro Vegg Go. To knajpka w stylu "nałóż sobie, zważ i zapłać". Wbrew tej konwencji, jedzenie tam było naprawdę świeże, smaczne i interesujące. Mieli tam wyśmienity krem dyniowy, ciemną potrawkę azjatycką, pęczak w sosie pomidorowym, miękkie, ziemniaczane kulki i sałatkę - także z dynią. Ceny nie są najprzystępniejsze, to prawda. Ale dla tych, którzy chcą szybko i smacznie, będąc akurat w samym środku Pragi, jest to super opcja.



Podsumowując. Jeżeli szukacie miejsca, gdzie obok zwiedzania starego miasta czy świetnych galerii sztuki, interesuje Was także smaczne jedzenie - czeska stolica powinna nadawać się bardzo dobrze.