• Simple Plants

Wegańska Warszawa [Nice Cream, Falla, Berek]



Nic tak dobrze nie nastraja podczas wyjazdu, jak świetne jedzenie proponowane przez miejscowych kucharzy. Właściwie w pierwszej kolejności polegaliśmy na propozycjach naszych znajomych, którzy zaprowadzili nas do kilku świetnych miejsc w stolicy. Dopiero później do głosu dochodzili pracownicy lokali. Ostatecznie na tych wyborach wyszliśmy po prostu świetnie.


Pierwszy dzień zrobiła nam wizyta w lodziarni Nice Cream Factory. Zabawne, że przekroczyliśmy jej próg akurat w Warszawie, choć marka ta ma swój lokal także we Wrocławiu. Był to wybór bardzo spontaniczny, podszyty jakaś letnią potrzebą zjedzenia smacznych i dobrej jakości lodów. Na plus działa fakt, że desery są przygotowane ze świeżych składników na naszych oczach. Do wyboru są opcje z mlekiem, jogurtem, wodą oraz z mlekiem sojowym. Oprócz podstawy, do wyboru mamy całą gamę najróżniejszych smaków, od czekolady, po herbatę matcha (polecamy), czy nawet szpinak. I to własnie możliwość komponowania sobie własnej wersji jest tam najbardziej satysfakcjonująca. No, może zaraz po samej konsumpcji...


Zdecydowanie najmocniejszym zaskoczeniem były odwiedziny w Falla - knajpce znajdującej się w bliskim sąsiedztwie głównego kampusu Uniwersytetu Warszawskiego. Już sama nazwa wskazuje na to, że będziemy mieli do czynienia z wariacjami na temat kuchni bliskowschodniej. Tę inspirację należy jednak rozumieć bardzo swobodnie - w rzeczywistości jest to kuchnia autorska, oparta, co najciekawsze, o kiszonki, którymi właściciele chwalą się nie tylko w swoich daniach, ale także prezentując słoiki na pułkach w lokalu.



Dla nas był to strzał w dziesiątkę, ponieważ, niezależnie od tego, jakie danie zamawialiśmy, każdy ostatecznie wskazywał na konkretne atuty i wyrazistość swojego wyboru. We wrapach królowały pyszne falafele, a i opcja z kimchi zachwyciła wyważoną pikanterią i kwasowością. Równie dobrze wypadł talerz warzyw z hummusem i chlebkami oraz pięknie podane curry z ananasem. Falla ma na siebie pomysł i realizuje go na piątkę z plusem.



Nadszedł kolejny dzień i drugie super miejsce, czyli Berek na ul. Jasnej, specjalizujący się w daniach kuchni żydowskiej, ewidentnie starając się sprzedawać te smaki w tradycyjny, a jednak przystępny dla każdego sposób. Przede wszystkim duży plus za otwartość na psiaki - obsługa nie wyrażała żadnego zakłopotania, służąc nawet miską z wodą i szczerym uśmiechem. Ale wracając do jedzenia, warto wspomnieć choćby o MEZZE, czyli wyborze niewielkich przystawek sezonowych, do których podawane są także fantastyczne, gorące pity. Jako danie główne wybraliśmy, może i przewrotnie, powiększoną propozycję śniadaniową MASABAHĘ - hummus na gorąco z cebulą, sosem o tej samej nazwie i ponownie, z parującą pitą. Odwiedziny zamknęliśmy deserem. Sorbet z gruszką wypadł bardzo dobrze i pozostawił nas z pozytywnymi wrażeniami.


Jesteśmy przekonani, że te dwa lokale są zaledwie wierzchołkiem góry lodowej, jaką jest ruch wege/vegan w Warszawie. Liczymy, że kolejne wizyty obrodzą w całkiem nowe doświadczenia i odwiedziny równie udanych lokali.